W tej części pokażę Ci przez jakie etapy budowania marki przejdziesz w swojej podróży. Obiecałam Ci na samym początku odpowiedzi na 3 pytania:
Dlaczego masz trudno – LINK
Gdzie jesteś – LINK
Co możesz zrobić z tym, co odkryjesz

Jesteśmy w punkcie 3 i moja intencja jest taka, byś wyszedł/a z jasnym wglądem w Twoją obecną sytuację i decyzjami co dalej. Jeśli nie znasz poprzednich wpisów, koniecznie zacznij od nich.

A skoro jesteśmy przy porządku i robieniu rzeczy po kolei, już na samym początku musi wybrzmieć, że w tej podróży nie ma dróg na skróty. Potrzeba czasu i ogromnej wytrwałości. Konsekwencji, powtarzalności procesów i dyscypliny. Jeśli znasz mój materiał z 23 lekcji kursu Pisz Lepiej, wiesz, że strategii marki nie robi się na kolanie. Że przypadkowe, niespójne działania nie prowadzą do celu, szczególnie w branży z tak wysokim progiem wejścia i tak chimerycznej. Sztuka sama się nie obroni, przykro mi. W nadmiarze różnorodnych treści, rozproszeniu uwagi i podatności mas na manipulację, utwór bez opowieści jest tylko kolejnym dźwiękiem w szumie. Komunikacja typu „tu jest mój nowy singiel, miłego słuchania” jest OK, gdy masz zbudowany silny most emocjonalny ze swoimi ludźmi.

Część III  Co możesz zrobić z tym, co odkryjesz

Zachowania, które nie pomagają

Ponieważ najlepiej uczyć się na cudzych błędach, przygotowałam dla Ciebie listę zachowań, które nie pomagają marce. Lubię analizować czego nie robić (o czym już wiesz z poprzednich wpisów), bo to mi otwiera drogę do właściwych działań poprzez wykluczenie tych niewłaściwych. (Sprytnie, nie?)

Jedziemy z tym.

▪️Żalposty „nikt nas nie słucha”, „ludzie nie wspierają artystów”, „wszyscy lajkują, ale nikt nie kupuje płyty”. Prawda jest taka, że odbiorca nie chce być obarczany Twoim poczuciem niedocenienia. On ma własne życie, własne problemy i przychodzi po muzykę, a nie po poczucie winy. Pracujesz w rozrywce, nie DPSie. Moja obserwacja jest taka, że ludzie chcą na scenie kogoś, kogo podziwiają. Niekoniecznie pięknego ciała, czy nadzwyczajnego talentu (choć to pomaga), ale charyzmy, świetlistości, czy wyrazistego głosu, który mówi coś, co sami by chętnie powiedzieli, gdyby zebrali się na odwagę. Dlatego artysta ma być inspiracją do zmiany, przełamania starych wzorców i sięgnięcia do własnej mocy. Takim współczesnym wiedźminem i tu paradoks – nawet jeśli wybiera rolę klauna.

▪️Przeintelektualizowanie przekazu – i tu pojawia się ważny wątek. Czy wiesz co chcesz powiedzieć? W swojej sztuce, tekście, opowieści na Fb? Jakie jest sedno? Za czym się opowiadasz. Coś może wyglądać „mądrze”, „artystycznie” i „głęboko”, ale tak naprawdę nikt tego nie rozumie, z autorem na czele. Ja lubię myśleć o tym tak: autor powinien rozumieć. Ale powinien też zadbać, by jego plemię również rozumiało. Oczywiście czasem jakaś część nie zrozumie, bo gadamy o sztuce, rzeczach ulotnych, efemerycznych, nie o przepisie na ciasto. Hermetyczny czy mistyczny przekaz może być pociągający dla odbiorcy. Pytanie czy naprawdę kryje się pod nim wgląd czy jedynie bełkot…

▪️Content od czapy czyli publikowanie rzeczy kompletnie niezwiązanych z Twoją muzyką lub marką – np. memów o kotach (jeśli nie masz na to pomysłu), wojenek politycznych czy przypadkowych filmików z Internetu. Brak spójności powoduje, że ludzie nie wiedzą, kim jesteś i czego mogą się po Tobie spodziewać. Podobnie jak bycie wiecznym „supportem”, który udostępnia cudzą muzykę, zaprasza na cudze koncerty, a o swojej twórczości milczy.

▪️Łapanka fanów – na to jest specjalne miejsce w piekle. „Pomóż mi, bo jesteśmy znajomymi” – gdy naciskasz na rodzinę i znajomych, żeby udostępniali utwory, chociaż nie są Twoimi odbiorcami i wcale ich to nie interesuje. Prosisz, by głosowali na Ciebie, chociaż te głosy w żaden sposób nie przekładają się na zaangażowanie i przekłamują rzeczywistość. Podobnie jak prywatne wiadomości wysyłane do ludzi, których ledwo znasz z prośbą: „Hej, sprawdź mój kawałek” – bez żadnej wcześniejszej relacji. To internetowy odpowiednik wciskania ulotek w rękę na ulicy. Niestety tu znów mamy do czynienia z systemem, który pod pozorem „wspierania niezależnych” przerzuca na nich całą odpowiedzialność i zmusza do grania w grę żebrolajków. W efekcie artysta zamiast budować prawdziwą publiczność, staje się petentem w kolejce po łaskę – prosząc, spamując, marnując energię. A to nie jest rozwój kariery, tylko recykling złudzeń. Chciałabym napisać coś łagodniejszego, ale prawda jest taka: nawet jeśli stoją za tym dobre chęci mniejszych mediów, mechanizm kończy się jak zawsze – reprodukowaniem starych schematów w nowym opakowaniu. A dodatkowo artysta skutecznie zniechęca do siebie ludzi, zanim ci zdążą go pokochać.

Zimny lead, ciepły ruch, gorąca lojalność – jak budować zaangażowanie

Skoro już wiesz, czego unikać, czas zobaczyć, jak naprawdę rodzi się zaangażowanie krok po kroku, od momentu, gdy ktoś o Tobie nigdy nie słyszał, aż do chwili, gdy czuje, że bez Twojej muzyki jego świat byłby uboższy. To nie jest przypadek ani magia „dobrego numeru”. To proces, który ma swoją logikę i swoje etapy. Pokażę Ci więc prostą mapę, która pozwoli zobaczyć, gdzie teraz jesteś w relacji ze słuchaczami i jaki powinien być Twój następny ruch. (Możesz od razu gdzieś na tej mapie umieścić siebie. Ty wiesz najlepiej jaką masz sytuację.)

Tu mała uwaga. Jeśli masz taką myśl: ale jak to nie magia numeru?!, a co z viralami?, spieszę z wyjaśnieniem. Oczywiście, zdarza się, że piosenka, mem czy krótki filmik nagle zdobywają setki tysięcy odsłon. To jednak tylko pik w statystykach, jeśli nie wiesz, jak tym zarządzić. Artysta może próbować wtedy powtórzyć ten sam schemat w innej formie, licząc na powtórkę sukcesu. Rzadko się to udaje, a takie działanie szybko zamienia się w grę o lajki, która dusi kreatywność. Bywa też, że każde późniejsze osiągnięcie wydaje się niewystarczające, bo nie ma tej samej skali. Poza tym viral viralowi nierówny. Jeśli nagle wystrzeli w górę filmik, który nie ma związku z Twoją muzyką, to wcale nie znaczy, że Twoje piosenki od razu zyskają publiczność. Wielu odbiorców po prostu „skonsumuje” daną treść, roześmieje się, pośle ją dalej i… zapomni, kto ją wrzucił. Bez mostu łączącego viral z Twoją twórczością, zyskujesz jedynie ruch pozorny – efekt pękającego balonika, który robi dużo hałasu, ale szybko znika. Viral nie jest zły, może być pięknym katalizatorem, ale trzeba go traktować jak otwarte drzwi, by odbiorca od razu otrzymał propozycję kolejnego kroku, który przeniesie go z roli spontanicznego widza do roli gościa w Twoim świecie. Jednym słowem, nie ma tu miejsca na przypadek, to musi być zawczasu przygotowane: link do kolejnego utworu, zapis na newsletter, zaproszenie na live czy darmowy mini-koncert online. I tym się teraz zajmiemy.

Klasyczny marketing ma swój „lejek sprzedażowy” –  mapę drogi, jaką przechodzi klient od „kto to w ogóle jest?” do „biorę w ciemno”. W sztuce proces jest podobny, ale ma inną walutę: emocję, rezonans, wspólne przeżycie. A celem nie jest „sprzedaż za wszelką cenę”, tylko zbudowanie więzi, która sprawia, że ludzie chcą iść z Tobą dalej.

Zaczyna się od pierwszego kontaktu z tzw. zimnym leadem czyli odbiorcą, który nie ma pojęcia o Twoim istnieniu. (Dlatego jest zimny jak lód wobec Twojego uroku.) Cel jest prosty – ma się o Tobie dowiedzieć. Niekoniecznie od razu o Twojej muzyce, a właśnie o Tobie. W praktyce, muzyka zagra w tle, ale to Ty i opowieść będziecie na pierwszym planie w np. krótkim, atrakcyjnym formacie wideo, viralowym fragmencie utworu, ciekawym poście, kooperacji z innym artystą, występie w przestrzeni publicznej czy poprzez udział w trendzie (ale na własnych warunkach). Jeśli byśmy stworzyli analogię do produktu, to byłaby to reklama, która sprawia, że zauważasz nową markę batonów na półce.

Potem jest słynne „daj mi 30 sekund, a…” Teraz wszystko zależy od tego co się wydarzy w tych przysłowiowych 30 sekundach, czy pojawi chemia, sygnał emocjonalny, który działa jak kod QR na poziomie podświadomym. To trochę jak 5 minutowe randki. Masz 30 gości albo lasek i tylko z 3 chcesz kontynuować kolejną rundę. Choć istnieją subtelne techniki perswazji (np. gestykulacja, kontakt wzrokowy, ton głosu), odbiorca musi zobaczyć w artyście swój własny kod, przejrzeć się w nim jak w lustrze i jeśli tego nie poczuje, żadna manipulacja nie pomoże. Czyli bierze do ręki baton i czyta opis na etykiecie. Tu pomocne mogą być: teaser, fragment refrenu z mocnym hookiem, storytelling wokół piosenki, mini-klip z kulis, emocjonalny wstęp „dlaczego to napisałem”. Zauważ, że wciąż wszystko kręci się wokół Ciebie, nie utworu.

I tu się zatrzymamy. Może Cię zaskoczę, ale ten fakt jest dla Ciebie korzystny. Bo zobacz, wielu ludzi słucha obecnie pojedynczych utworów nie mając pojęcia o artyście. To działa w interesie streamingów, korporacji, ale nie Twoim. Bo nie buduje lojalności. Nie buduje zaangażowania. Oczywiście, że fajnie jest być na playlistach wielu odbiorców, ale patrząc strategicznie, pozostajesz dla nich anonimowy. To nie sprawi, że staną się Twoimi fanami, którzy wracają, czekają na kolejne utwory, interesują się Twoim procesem twórczym, polecają Cię innym. Taki rozfragmentowany odbiorca sprawdzi się w skali – o czym mówiliśmy w poprzedniej części. Tam lojalność nie jest kluczem. Ty jako artysta niezależny potrzebujesz zaangażowania. Właśnie dlatego pokazuję Ci jak krok po kroku możesz je budować.

I teraz idziemy do momentu, gdy odbiorca zaczyna się rozgrzewać – to nie jest metafora, bo mamy w marketingu pojęcie ciepłego ruchu. Tu ocieplanie odbywa się stopniowo. Zainteresowałeś/aś opowieścią, teraz czas na pierwsze przesłuchanie. Na tym etapie dajesz dostęp do linku, zero zbędnych klików, zachęta typu „to historia, w której możesz się odnaleźć”. To działanie jest właściwie działaniem sprzedażowym – ponieważ odbiorca musi skorzystać z jakiejś formy streamingu, który generuje dla Ciebie zyski. Ale zauważ jak subtelne jest to wezwanie do akcji (CTA – call to action). Podobnie z batonem, klient kupił, zaraz zrobi pierwszy gryz i zdecyduje czy kupi drugi.

Pojawiają się pierwsze emocje, poczucie „To jest dla mnie”. Twoja muzyka coś robi odbiorcy: poprawia nastrój, porusza, wzmacnia, czegoś dotyka. Ale zauważ, że zostało to poprzedzone kontaktem z Tobą, Twoją autentycznością, wyrazistością i to wzbudziło poczucie, że grasz „do niego”. Podobnie jest z produktem: czujesz, że ten baton jest idealnie w Twoim smaku – nie tylko dobry, ale „Twój”. Tu zaczyna budować się więź, on chce Ciebie więcej. (Zabrzmiało jak kurs sztuki uwodzenia i coś jest na rzeczy.) Twoja historia, osobowość, kolejne utwory – to wszystko staje się przedmiotem zainteresowania. Każda publikacja zza kulis, opowieść o procesie twórczym, interakcja w komentarzach czy autorska treść robi tu robotę. A co z analogią do batona? Zaczynasz szukać innych smaków tego samego producenta.

Następstwem pierwszego zaangażowania jest follow / dodaj do playlisty. Wciągasz słuchacza w regularny kontakt poprzez wyraźne CTA („dodaj do ulubionych, jeśli chcesz więcej”). Publikujesz serie powiązanych treści, cykle piosenek lub historii. Jeśli chodzi o batony, zaczynasz kupować je regularnie, a dupa rośnie [żarcik na rozluźnienie].

Tak rodzi się lojalność, nawyk wracania po Twoją muzykę. W praktyce masz człowieka, który czeka na regularne premiery, czyta newsletter, należy do grupy, zna Cię, wie czego się spodziewać, staje się Twoim ambasadorem. Daje Ci realne wsparcie inwestując w relację z Tobą i otwierając swój portfel. W praktyce sprzedajesz mu merch, bilety na koncerty, płyty z autografem. Zapraszasz na akcje crowdfundingowe. Nie zapominajmy o naszej analogii z batonem – kupujesz je wielopakach i do tego koszulkę z logo marki [oczywiście w rozmiarze XXL].

Od lojalności już prosta droga do bycia członkiem plemienia. Przynależność do Twojej społeczności staje się częścią tożsamości. To pokazuje się poprzez unikalny język komunikacji, insider jokes, specjalne treści dla stałych fanów, spotkania VIP, poczucie „to my”. To, że odbiorca wszedł do wewnętrznego kręgu poznajesz po tym, że używa Twojego cytatu jako podpisu, ustawia Twoje zdjęcie w profilowym i śmieje się z rzeczy, które rozumieją tylko Wasi ludzie. To znak, że nie masz już tylko odbiorców – masz żarliwych sympatyków, oddanych fanów – marketingowo te grupę nazywamy ruchem gorącym.

Decyzja, działanie, konsekwencja: Jak teraz przejść do następnego etapu

Ta droga ma, jak widzisz, wiele etapów. Wielu muzyków próbuje od razu przeskoczyć z etapu „nikt mnie nie zna” do „kup bilet na mój koncert”. Jeśli nie przeprowadzisz swoich ludzi przez całą ścieżkę od pierwszego kontaktu do lojalności, to nawet najlepszy utwór będzie tylko kolejnym „przesłuchanym raz” w ich feedzie. Ta droga trwa w czasie, potrzebuje strategicznego planowania, prób i błędów oraz jak wspomniałam, ogromnej wytrwałości. Mało kogo na to stać, większość się poddaje. Trzeba wypracować sobie nowe nawyki, pracować nad nastawieniem, dyscypliną mentalną, świętować małe zwycięstwa i zmieniać koordynaty, gdy sprawy przyjmują zły obrót. A w tym wszystkim zachować żywe, pulsujące połączenie z Polem, bo w końcu jesteś artystą/ ką. Brzmi jak wyzwanie, prawda? Tak, to wyzwanie. Naprodukowałam tych materiałów tyle – byś zobaczył/a szeroki obraz branży. Jestem tu i możesz korzystać z mojego wsparcia mentorskiego, jeśli Cię wzywa.

A teraz, zanim rzucisz się w działanie, stworzysz plan publikacji i zapiszesz się na warsztaty z budowania zasięgów, mam dla Ciebie coś jeszcze. W poprzedniej części Gdzie jestem kończyliśmy pytaniami diagnostyczno-transformującymi. Skupiliśmy się na źródle, intencji, tożsamości i świadomości twórczej. Dziś jesteśmy w części Co mogę zrobić z tym, co odkryłem i domkniemy to w pytaniach strategiczno-praktycznych – kierunkujących działania i wybór narzędzi.
I choć wygląda to trochę jak checklista, chodzi o sprawdzam.
Sprawdź na ile jesteś gotowy/a prowadzić swoją opowieść naprawdę.

Weź kartkę, długopis i głęboki oddech. I odpowiedz sobie na pytania:

▪️Cel i motywacja
Jak zmieni się świat Twojego odbiorcy, jeśli zrealizujesz swoją misję? Jak zmieni się Twoje życie?

▪️Pamięć i dziedzictwo
Jakie trzy obrazy lub słowa chciał(a)byś, aby ludzie mieli w głowie, gdy wypowiadają Twoje imię?

▪️Odbiorca i rezonans
Jakie momenty w życiu Twojego idealnego odbiorcy mogą stać się „Twoimi momentami”, bo Twoja twórczość je dopełni lub uwzniośli? Gdybyście spotkali się w miejscu bez muzyki, po czym rozpoznalibyście, że jesteście „z tej samej bajki”?

▪️Wartości w działaniu
Jakie ryzyko lub poświęcenie jesteś gotów/gotowa ponieść, by obronić Twoje wartości?

▪️Podpis artystyczny
Jakie elementy – dźwięki, słowa, obrazy – są Twoim podpisem rozpoznawalnym nawet bez nazwiska?

▪️Droga i konsekwencja
Za rok, trzy, pięć lat – w jakim miejscu chcesz być jako twórca, jeśli nadal będziesz wierny/a sobie?
Jak to miejsce pachnie, jak wygląda, co w nim robisz, z kim jesteś?
Jakie kroki – od najmniejszych do największych – mogą Cię tam doprowadzić?
Jeśli miał(a)byś zacząć dziś, jaki byłby pierwszy krok, który możesz wykonać w ciągu 24 godzin?

▪️Środowisko i ekosystem
Jakie miejsca, platformy, wydarzenia mogą być Twoim naturalnym środowiskiem, a nie tylko miejscem „promocji”?

▪️Siły i przeszkody
Co możesz zacząć robić codziennie lub co tydzień, by ta siła stała się widoczna?
Która z Twoich cech, postrzegana dotąd jako słabość, może stać się Twoim asem w rękawie?

▪️Narracja i symbolika
Jakie obrazy, historie, symbole są esencją Twojej obecności – i jak możesz je wpleść w każdą formę komunikacji?

Marka Artysty – Znajdź Swoje Plemię Sprzedawaj Swoją Autentyczność

Tworzysz, ale masz wrażenie, że mówisz do ściany?
A może po prostu ustawiasz mikrofon w złym miejscu?
W tej darmowej lekcji video z kursu Pisz Lepiej Dla Autorów Tekstów Piosenek pokażę Ci, jak znaleźć swoich ludzi – tych, którzy zatrzymają się na Twoim „placu” i posłuchają, bo czują w środku to samo, co Ty.
Dowiesz się:
▪️jak nie utopić się w „skali” i zacząć od niszy,
▪️ jak zamienić swoją markę osobistą w magnes,
▪️ jak mówić, żeby właściwe uszy Cię słyszały,
▪️ i dlaczego w sztuce czasem trzeba być trochę… wiedźminem.

Kliknij, wypełnij formularz i zacznij handlować swoją autentycznością, zanim kolejny przypadkowy widz z kiełbaską minie Cię obojętnie.

Ostatnie wpisy:

Chcesz Listy Ode Mnie?

Chcesz Listy Ode Mnie?

Myślisz sobie czasem: Miało być inaczej… Gdzie podziała się pasja? Czy ja w ogóle jeszcze w to wszystko wierzę? Czemu pozwoliłem, żeby podcięli mi skrzydła? Co jest ze mną nie tak?

Doskonale Cię rozumiem. Jedziemy na tym samym wózku.
My artyści, twórcy, tak mamy. Przez chwilę jesteśmy na dachu świata, by następnie wylądować na długie tygodnie w czarnej d.


Pokażę Ci jak ja sobie z tym poradziłam.


Wiesz jak chcę, żebyś się czuł po moich listach?

Że znów Ci się chce. Że znów lejesz benzynę do swoich silników i podrywasz się do lotu.

Inspirujące zdjęcie
Inspiracja

Co sprawia, że każdego dnia jestem na stand by-u weny?

Przedsiębiorczość

Jak godzę bycie czynną artystką z prowadzeniem biznesu?

Warsztat

Jakich narzędzi pisarskich codziennie używam?