Wolność w matrixie

Kiedy mówią: jesteś sumą oprogramowania jakie nałożyli na ciebie przez stulecia, mają rację. Kiedy mówią: jesteś wolny i w każdej chwili podejmujesz decyzję, mają rację. Jak więc się ma jedno do drugiego?

Wszystko to opiera się na przekonaniach. Możesz wybrać wolność i w jednej sekundzie stać się wolnym. Jednak zostaliśmy zamknięci w czasie. Czas rządzi się swoimi prawami. Jest liniowy i złożony z nieskończonej liczby punktów. Tym różni się od wieczności, że wciąż się zmienia i przekształca. Idąc tropem analogii, wieczność byłaby nieskończonym punktem. Jak to się ma do decyzji o wolności? Jeśli podejmujesz decyzję o niej w jakimś punkcie czasu, to na tych współrzędnych matrixa stajesz się wolny. Ruszasz przed siebie z podniesioną głową i wydaje ci się, że tak będzie zawsze. I być może na kolejnych współrzędnych wciąż pozostajesz wolny. Jednak chwilę później czy godzinę później (jednostka czasu jest drugorzędna), znów trafiasz na ten sam bagaż (program), który dopiero co zrzuciłeś z ramion i z jakiegoś powodu, znów go sobie na te ramiona nakładasz. Robisz to nawykowo, bo stary program wciąż jest w tle i daje o sobie znać, podobnie jak aplikacje przypominające o swoim istnieniu powiadomieniami. Dzieje się tak dlatego, że jedynym celem programu jest służyć temu, do czego został stworzony. W tym sensie ci co mówią, że jesteś wolny, mają rację i ci, co mówią, że jesteś sumą oprogramowania również mają rację.
Jakie jest wyjście z tej matni? Wszyscy nauczyciele ludzkości podkreślali wagę wytrwałości. Tę można rozumieć jako konsekwentne trwanie i podejmowanie w każdej sekundzie decyzji (znów, jednostka czasu jest drugorzędna, choć dobrze jest przyjąć jak najmniejszą). Decyzja jest utrwalaniem stanu wolności. Wolność jest decyzją bycia bez bagażu programu. Każda taka sekunda przybliża cię do zrozumienia czym jest wolność życia bez programu. Z początku czas bez bagażu jest krótki. Jest zaledwie przebłyskiem. Wciąż to stare, które mocno wryło się w twój system i wprowadza zakłócenia, ma wpływ na nowe. Działasz automatycznie, dlatego wciąż i wciąż jak robot bierzesz stary bagaż na swe barki. Jednak przebłysk wprowadza tak nową jakość, że staje się impulsem dla kolejnych i kolejnych decyzji. Z czasem stan, w którym zostajesz w tym nowym, się wydłuża. Jeśli dotarłeś do tego punktu, czeka cię największe zadanie twojego życia. Wytrwać za każdym razem trochę dłużej.
Wytrwanie to nie jakiś rodzaj forsownej wspinaczki pod górę. Pomyśl o tym jak o długiej wędrówce po płaskiej powierzchni. Można się zmęczyć, prawda? A jednak to przyjemne zmęczenie, całkiem inne niż wdrapywanie się resztkami sił na szczyt, za którym wynurza się kolejny i kolejny. Wytrwanie jest uważnością, byciem obecnym w każdej sekundzie, wpuszczaniem oddechu do każdej chwili. Byciem w rezonansie. Ponieważ prawdopodobieństwo, że to wszystko uda się na 100 % jest bardzo małe, istnieje tendencja do karania się za bycie nie dość wytrwałym, nie dość uważnym. To oczywiście kolejny program, z którym możesz postąpić tak samo jak z innymi. Objąć go miłością i odpuścić za każdym razem, gdy się uaktywnia.
Nie ma drogi na skróty, choć będą próbowali przekonać cię, że jest inaczej. Po tym poznasz fałszywych proroków. Wszystko ma swój naturalny rytm, również odzyskiwanie wolności. Dobra wiadomość jest taka, że każda rzecz ma swój koniec, a żadna lekcja nie trwa wiecznie. Tak jak spadliśmy w ten dziwny świat z jego ograniczeniami, tak się z niego podniesiemy. Tylko do nas zależy jak szybko.