– Jest dziewiętnasta. Powinniśmy wychodzić jeśli mamy zdążyć. {nie zdążymy, korki będą na Wilanowskiej}
– Zaraz. Muszę zrobić drugie oko. {nie piekarnia}
– Ale już robiłaś! {kobieto, zmiłuj się}
– Robiłam prawe. Teraz lewe. {facet, wyluzuj}
– Możesz iść w jednym. W kinie jest ciemno, nikt nie zauważy. Poza tym idziemy na film o zombie. {he he he}
– Kochanie, wiesz, że cię ubóstwiam. Lubię, gdy tańczysz nad bidetem śpiewając „Beat it” Jacksona. Lubię twoje brudne skarpetki upchnięte za poduszki na kanapie w salonie… Nawet się przyzwyczaiłam opuszczać za tobą deskę sedesową – wiesz, że podniesiona zakłóca moje feng shui. Ale… nie przeginaj. {stąpasz po baaardzo cienkim lodzie}
– Spóźnimy się. {naprawdę jest późno}
– Są reklamy. Mam się spieszyć, bo jogurt śpiewa w Dolby Surround?? {1:0}
– A może pokażą Porsche? Albo Kim Kardashian w bieliźnie? Nie chciałbym tego przegapić. {1:1}
– Nienawidzę cię! {zapomnij, że dziś coś będzie}
– Kochasz mnie wariatko. {ojtam ojtam}
– … {foch}
{myśli, człowieku, myśl}
– Choć ja prawdopodobnie kocham cię bardziej niż ty mnie.
– Jestem wstępnie gotowa. Jak wyglądam? {no}
– Bosko. Idziemy. {Wychodzimy. Teraz. Już.}
– Czekaj. Może jednak włożę tę czerwoną sukienkę? No wiesz, tę co miałam u Zojki ostatnio. {czy ja przytyłam czy mi brzuch odstaje po brokułach?}
– A ta nie jest czerwona? {kobieto}
– Ta jest burgundowa. Bur – gun – do – wa. Czekaj, a może wezmę jednak moją chanelkę, zamiast tej aksamitnej kopertówki? Co sugerujesz? {chanelka kopertówka chanelka kopertówka chanelka koper…}
– Sugeruję wyjść. {nosz…}
– Zaraz. Zapomniałam się dżuzgnąć perfumami.
– Idziemy, ale to już! {koooobieto}
– A ładne mam szpileczki? Wczoraj sobie kupiłam. Za trzy stówki. Ładnie wyglądam?
– Ty wyglądasz ładnie nawet w chrystuslaciach. ZA ILE?? { &#$*@^&}
Takie scenki rozgrywają się co piątek. Chłopaki czekają w butach w przedpokojach, holach, niekiedy nawet w drzwiach. I rwą włosy z głowy. Obstawiam, że jakby je wszystkie pozbierać, można by obdzielić kilka zakładów perukarskich.
Ile odcieni czerwieni widzi przeciętny mężczyzna? (Nie gej, nie stylista, nie student ASP.) Amarant, fuksja, karmazyn, szkarłat, rubin. Mówi wam to coś? Czerwony to czerwony. Po co tak komplikować?A może oni lubią tak czekać? Byłyście kiedyś w weekend w centrum handlowym? Poobserwujcie galerie przed popularnymi sieciówkami. Pełno tam facetów opartych o poręcze. Zachodzę w głowę po kiego grzyba każecie im towarzyszyć sobie podczas zakupów? Psuć taki rytuał! Ja bym nic nie przymierzyła, gdybym wiedziała, że przed sklepem stoi mój mężczyzna i właśnie pisze do mnie sms ponaglający: „mecz zaczyna się za 45 minut” lub sms ekstremalnie ponaglający: „fajne hostessy tu chodzą”. Z ręką na sercu – nie byłabym w stanie zdecydować czy wyglądam lepiej w błękicie paryskim czy królewskim. To w końcu poważna decyzja i nie można jej podejmować pod presją czasu.Moja przyjaciółka, Dzidka uważa, że to nic nie szkodzi, że każemy im czekać. No bo w końcu oni robią to samo:
– Kochanie, wyrzuć śmieci. {życie jest tu, a nie w durnym internecie}
– Zaraz. {jeżdżę czołgiem}
– Kiedy? {wszystko muszę robić sama}
– Co kiedy? {jeżdżę czołgiem}
– Kiedy wyrzucisz śmieci? {muszę zastanowić się nad sensem tego związku}
– ZARAZ {JEŻDŻĘ CZOŁGIEM}
– DOPRECYZUJ ZARAZ {trzymajcie mnie, bo zdeflagruję}
{zdeflagruję? ta kobieta nie przestaje mnie zadziwiać}
– Przez ciebie przegrałem bitwę. Poza tym zapamiętaj sobie: jak mężczyzna mówi, że coś zrobi, to na pewno to zrobi. I nie trzeba mu tego co pół roku przypominać. Dawaj te śmieci.