– Zjeżdżaj! Teeeeeraz.
– Nie mogę, nie chce mnie wpuścić dziad jeden.
– Jeszcze chwila, a będę musiała zażyć aviomarin.

Od kilku minut poruszamy się po wewnętrznej osi największego w mieście ronda. Tu nawet i James Bond miałby problem ze zmianą pasa. Jest poniedziałek, godziny szczytu, potężny korek – ryk klaksonów przecina powietrze. Gdyby namalować nad głowami kierowców komiksowe dymki, można by je zapełnić ciągiem bluzgów jakich nie powstydziłby się ogólnopolski zlot żulów. Włączam kierunkowskaz i po raz czwarty próbuję wydostać się z potrzasku. Jednak okoliczności są wyjątkowo niesprzyjające, a współużytkownicy drogi – wyjątkowo wredni.

– Ja myślę, że my się tak kręcimy po coś.
– Ty nie kombinuj, ty ćwicz asertywność jak cię ciocia Dzidzia uczyła.
– Przecież to nie moja wina!
– Twoja. Jakbyś nie poprawiała opaski na włosach, to byśmy się stąd wydostały. A tak, przegapiłaś okazję.
– Ale to ty mi zasłoniłaś lusterko! Bo postanowiłaś poprawić szminkę na środku skrzyżowania.
– Nie pitkaj. Musisz być stanowcza. Zatrzymaj się i stój tak długo, aż cię ktoś wpuści.
– Ale przecież korek się zrobi jeszcze większy.
– Nie bądź ofiarą losu. Bez sensu opróżniasz bak. Pomyśl jaka to rozrzutność, gdy litr benzyny kosztuje ponad 5 zeta. Ile dwutlenku węgla emitujesz. Biedne lasy tropikalne.
Nie wiem jakie plagi egipskie musiałyby spaść na ziemię, by ostrze języka Dzidki nieco się stępiło. Co ciekawe, rzeczona nie obraża się, gdy nazwać ją złośliwą. Przeciwnie, uważa tę cechę za atrybut geniuszy.
– Znaczy, ja szanuję, że postanowiłaś jeździć w kółko i czekać na boską interwencję, ale wiesz, to może potrwać.

Dzidka zrzędzi z trzech powodów: po pierwsze jest na diecie i reżim tabel kalorycznych działa jej na nerwy. Po drugie: przespała promocję biura podróży i wymarzona wycieczka zdrożała o 300 euro, co przewróciło do góry nogami założenia budżetowe jej gospodarstwa domowego na III kwartał. Po trzecie: bardzo rozczarowała ją wczorajsza randka.

– Co się dziwisz, moja droga? Pamiętasz jak artyści śpiewali: „nikomu niechaj nie zagraża rozłąka, gdy wiosną w rytmie naszych marzeń po łąkach bąk brzdąka…”? To se ne wrati. Dziś facio mono-deklamuje: „Będę brał cię (gdzie?) w aucie (Mnie?) cię (ee) ehe”. Standard się bardzo obniżył.

Wymowne milczenie jakie po tym nastąpiło było hołdem dla czasów minionych. Ostatecznie każda z nas czuła się w głębi serca beznadziejną romantyczką, choć oczywiście, dokładałyśmy wszelkich starań, by to się jak najmniej w oczy rzucało.

– Wiem! Jeździmy po tym rondzie, bo to jest taka metafora, że w ogóle kręcimy się w kółko. Wciąż powtarzamy te same błędy. Zobacz sama. Umówiłaś się z Witusiem po raz trzeci. I co?

No właśnie. Wituś przybył na randkę, zamówił pizzę, po czym, gdzieś między jednym kęsem a drugim, wygłosił pochwałę przyjaźni damsko – męskiej, co się okazało preludium pożegnania. Nie był to cios w serce, a co najwyżej w ego, bowiem Dzidka od paru dni głowiła się jak zerwać tę mało obiecującą znajomość. Szukając inspiracji, trafiła na artykuł w internecie z najgłupszymi tekstami na pożegnanie. Były tam i słynne: „zostańmy przyjaciółmi” czy „nie zasługuję na ciebie”, ale także „intuicja mi mówi, że nic z tego nie będzie, a ja ufam swojej intuicji” oraz „potrzebuję czasu”. Dzidka nie znalazła w tej powodzi banałów nic dla siebie, jednak, jak się potem okazało, Wituś i owszem. Na pożegnanie powiedział: „nie wykluczam powrotu do ciebie” (1 : 0), co Dzidka skwitowała salwą śmiechu (1 :1), ponieważ ze wszystkich tekstów na świecie ten jej się wydał najgłupszy (1 : 2) Kochanek strasznie się obraził (1 : 3), wybiegł bez słowa z pizzerii (1 : 4) i Dzidka musiała zapłacić rachunek (2: 4).

– Bilans jest pozytywny. Więc czemu mówisz, że się kręcimy w kółko?
– A bo tak mi jakoś dzisiaj źle. Chciałabym już nie popełniać tych samych błędów.
– Chciałabyś popełnić jakieś nowe?
– Chciałabym już żadnych nie popełnić.
– E tam. A jakbyś mogła cofnąć czas i zacząć jeszcze raz, od nowa, to co byś zrobiła inaczej?
– Ale byłabym tym kim byłam wtedy czy tym kim jestem teraz?
– No wiadomo, że tym kim wtedy.
– To nic. Zostawiłabym wszystko tak jak jest. Bo jednak znacznie zmądrzałam od tamtego czasu.
– To dlaczego boisz się błędów?
– Bo mnie już mdli na tej karuzeli. Chciałabym, żeby się zatrzymała.

W tym momencie, prawy pas jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozluźnił się, a my opuściłyśmy wreszcie rondo. Dzidka spoważniała. Kątem oka widziałam jak mi się przygląda i układa sobie coś w głowie.

– Przypomnij sobie te momenty, w których było źle. Zamknij oczy! Nie, nie nie zamykaj, co ja mówię! Patrz na drogę! Za każdym razem, gdy było naprawdę źle, niedługo potem robiło się naprawdę dobrze. Pamiętasz? Skoro już wybrałaś porównanie do wesołego miasteczka, to ja ci powiem, to nie karuzela, to rollercoaster. W dół i w górę, w dół i w górę. A ponieważ jesteśmy na diecie i mamy puste żołądki, jakoś damy radę.

Lofciam tę laskę.