Że się upijać na smutno nie należy, to chyba wszyscy wiedzą. Wszyscy oprócz Dzidki. Zresztą, na dobrą sprawę, ona się upiła przy okazji. Powiecie – niemożliwe. Ano możliwe. Wszystko przez łakomstwo. Robiliście kiedyś nalewkę wiśniową? Dorodne wiśnie – koniecznie z pestkami, zasypuje się cukrem, zalewa spirytusem i odstawia na parę dni. Powstały po przecedzeniu napitek, wędruje do butelek i leżakuje w spiżarni przez kilka miesięcy. Produktem ubocznym tej domowej maceracji są słodkie owoce z prądem. Trzeba mieć wyjątkowo silną wolę, żeby się nie skusić. Dzidka takowej nie miała, więc najpierw dodała je do lodów, a potem, lekko wstawiona, wyjadała prosto ze słoja. Fundując sobie – kęs za kęsem, przerwę w świadomym odbiorze rzeczywistości 3D,  zapuszczała się na wertepy wielowymiaru i dekadencji.  A im bardziej kolejne promile podgrzewały gorącą krew, tym wyraźniej postronny obserwator mógł zauważyć dramatyczny spadek jej nastroju. Ja śledziłam tę zmianę przez telefon – Dzidka w zdaniach wielokrotnie złożonych i bardzo emocjonalnych, mówiła jaka jest nieszczęśliwa i jak to dobrze, że JEGO nie ma w pobliżu, bo kończą się jej miejsca, gdzie mogłaby ukryć zwłoki. Lato przyniosło krótkotrwałe miłosne uciechy zakończone nieodłącznym utrapieniem. (Mogłabym wyklikać na klawiaturze wielomegową dysertację dlaczego miłość i zawód miłosny niemal zawsze chodzą w parze, ale komu by się chciało czytać o rzeczach oczywistych?)

Byłam trochę zła, że muszę opuścić wygodny fotel i jechać szmat drogi, no ale przecież nie mogłam jej tak zostawić. Sierpniowe niebo czerwieniło się od zachodzącego słońca, a powietrze rozrzedziło na tyle, że weszłam na czwarte piętro bez zadyszki. Przeskoczyłam korytarz pachnący domowymi wypiekami i stanęłam pod drzwiami zza których dobiegały przeraźliwe odgłosy, coś jak ogry na rykowisku. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to zespół Rammstein. Znam gust Dzidki nie od dziś, więc moja lampka alarmowa zaczęła migać jak szalona. Nacisnęłam krótko dzwonek. Dzidka wyglądała flejowato i zdecydowałam  poinformować ją o tym najłagodniej jak się dało: Dziduś, dziecinko, a coś ty taka niedzisiejsza? Spojrzała na mnie ponuro, czknęła i ignorując moje pytanie, odrzekła: Wiśnie jem.

– Na zdrowie! Piłaś?
– Nie piłam. Wiśnie jem. Przecież mówię wyraźnie – powiedziała bardzo niewyraźnie.

Ściszyłam sprzęt stereo, a ona zwinęła się w kłębek na kanapie i przykryła głowę poduszką.

Moje Panie (jak również Moi Panowie), nie należy upijać się na smuto. Czy już o tym wspomniałam? Nigdy, przenigdy tego nie róbcie! Zalejcie się w trupa skoro musicie, byle na wesoło, byle w doborowym towarzystwie, byle nie do lustra. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybym nie przyjechała. Może Dzidka kupiłaby na Allegro całą dyskografię Rammsteina?! Albo wysłała pod wiadomy numer grad żenujących smsów w rodzaju: Wspomnisz mnie na łożu śmierci i gorzko zapłaczesz.

– Jesteś moim aniołem – powiedziała trzeźwiejąc – Jak to dobrze, że mam ciebie, gdy kolejny facet tak mnie potraktował.
– Skarbie, musisz zmienić nastawienie. Zedytuj to zdanie, powiedz:  gdy pozwoliłam kolejnemu facetowi tak mnie potraktować.
– E tam.
– Żadne e tam. Weź odpowiedzialność za swoje życie i zejdź w końcu z tego krzyża. Pamiętaj co ci mówiłam. W każdej chwili dzieje się najlepsza wersja teraźniejszości. Nawet jeśli nie jest przyjemnie, to jest najbardziej optymalnie, tyle że jeszcze o tym nie wiesz. Za jakiś czas przekonasz się o tym korzystając z dobrodziejstw retrospekcji.
– Powiedz to komuś, komu przydarzyło się coś naprawdę złego.
– Tobie nie przydarzyło się coś naprawdę złego. Ty po prostu trafiasz na facetów, którzy szukają „zadbanej, inteligentnej, pięknej i sexy kobiety do lat trzydziestu w celu nawiązania poważnego związku na ten czwartek”. Tyle w temacie.
– Myślisz, że to dlatego, że jestem za staaaaaaaaaaaaara?
– Ależ z pewnością. Stara i brzydka jak Baba Jaga.
– Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
– No już, przecież żartowałam.

Żeby rozładować atmosferę włączyłam radio. Przedwojenny amant śpiewał akurat: „Szczęście trzeba rwać jak świeże wiśnie, potem przyjdzie mróz i szczęście pryśnie…” Dzidka znów zaczęła beczeć, więc uciszyłam amanta, odpaliłam Rammsteina i nałożyłam sobie pokaźną porcję wisienek…