– Shopper bag to absolutny must have w tym sezonie. Zapraszamy do naszego sklepu. Parter, alejka Rybka. – Głos Śpiącej Królewny z głośnika nęcił, za nic mając ustawę o języku polskim, my tymczasem wyginałyśmy się przed lustrem w miniaturowej przymierzalni. (Czy oni je robią dla Calineczek?)

Wyprzedaże. Lubimy pasjami. Szkopuł, że nie tylko my – pół miasta wylądowało dziś w galerii handlowej. Gwar, przewalający się tłum, piętrzące się stosy towarów wołające do nas zewsząd „mamo”, a w samym środku my – wystawione na pokusy, umówmy się, nieodparte. Akurat w tę sobotę akcja marketingowa osiągnęła apogeum, wokół działy się więc sceny przypominające mongolską inwazję na Japonię (1274 – 1281).

Wyskoczyłam z przymierzalni by z odpowiedniej perspektywy ocenić, czy moje uda w rurkach nie przypominają aby dwóch świątecznych szynek Nigelli Lawson, po czym przypomniałam sobie, że oni tu wszędzie wieszają wyszczuplające lustra, zatem to, co ujrzę nijak będzie się mieć do prawdy obiektywnej.

– Kobieto, co ty tam jeszcze robisz? – nieurodziwy facet bez szyi w drogiej skórzanej kurtce usiłował włożyć głowę za kotarę obok.
– Mierzę. Moment!
– Czekam na ciebie od piętnastu minut. Co tam masz?
Rumor wskazywał, że kobieta broni garderoby jak własnej czci.
– Ej, zasłoń, wszyscy mnie widzą.
– Kto by cię chciał oglądać, he he, gaśnico pożądliwości? – Mężczyzna zarechotał ubawiony własnym dowcipem.
Podczas gdy kobieta przełykała zniewagę, w nas się gotowało.
– Co to za eciepecie? Pokaż. Przecież to nawet nie jest na sejlu! Oszalałaś? Dwa koła za szmatę?!
– A ty wiesz, ile ostatnio wydała na zakupy Natalia Siwiec? Dziesięć razy więcej. Czytałam na Pudelku.
– Jak będziesz wyglądać jak Natalia Siwiec, to pozwolę ci wydać nawet pięćdziesiąt koła. To jest suczka – mężczyzna się rozmarzył. – Ruszaj gruby tyłek, muszę jechać do Cichego.

– Aaaaghr! – Dzidka wydała z siebie straszliwy dźwięk, co wróżyło awanturkę. Że też ona zawsze musi bronić uciśnionych! I to jeszcze przed gangsterami.
– Czego drze ryja? – Szyja zapytał rzeczowo.
Dzidka wyskoczyła zza przepierzenia i podleciała do agresora, który właśnie szykował się do ofensywy.
– Co za impertynencje pan tu prawi? – Zawołała zaczepnie.
– Impe co?
– Imbecyl.
– Kobieto, trochę kultury.
– No właśnie, trochę kultury. Jak się pani zwraca do mojego męża? – Sąsiadka wystawiła głowę zza kotary sprzymierzając się z niedawnym oprawcą, a ja omal nie zakrztusiłam się na tę jawną niesprawiedliwość, po czym dotarło do mnie, że jak świat światem, lepszy wróg oswojony niż całkiem obcy.
Dzidka wrzasnęła – a solidarność jajników gdzie?!
– Ach!
Kobieta zamachała rękoma jak wróbelek skrzydełkami.
– Co pani! To skandal! Żona jest po operacji! Jajniki jej wycieli! – indyczył się Szyja, a policzki trzęsły mu się jak galaretka z nóżek.

– Kacper, zabierz mnie stąd. – Kobieta powiedziała łamiącym się głosem, jednak mowa ciała jakoś dziwnie nie pasowała do tej rejterady.
– Ja pani pokażę!
– A proszę bardzo – padło buńczuczne wyzwanie. Zaczęłam ciągnąć Dzidkę za rękaw, gdyż uznałam, że kogo jak kogo, ale mafii pruszkowskiej, to ja jednak nie chcę bliżej zobaczyć. (Choć może myślę stereotypami.)
– Idziemy, bo jeszcze zrobię babie krzywdę
Szyja objął małżonkę ramieniem, a ta cicho zakwiliła:
– A sukienka? Co z moją sukienką?
– Jak pani nie bierze, to ja bym przymierzyła, bo to ostatnia w moim rozmiarze. – podchwyciłam ochoczo. (Nie żeby mnie było stać na szmatę za dwa koła – chciałam tylko „popaczeć”.)
– Niedoczekanie. Bierzemy. – Szyja chwycił sukienkę, żonę i wyszedł. Po chwili zastanowienia, wrócił do przymierzalni, zgarnął całe naręcze pozostawionych tam ciuchów i udał się do kasy. Kobieta natomiast odwróciła się do nas i pokazała nam kciuk, a mężowi, który stał do niej tyłem i właśnie podawał kasjerce gotówkę – podstępna żmija – środkowy palec.

Czy wiesz, że mam dla Ciebie wersję audio?