Czy ja mam dobry charakter?

Przyznaję, że pytanie zbiło mnie z pantałyku. Słodko zrelaksowana wrzucałam właśnie do herbaty obrany kawałek imbiru, żeby się rozgrzać nieco w zimny grudniowy wieczór, a tu Dzidka wyskakuje z czymś takim. Nie żebym miała wątpliwości co do jakości jej charakteru. Skąd! Chodziło raczej o to, że tego typu dylematy nie rodzą się z beztroski, a raczej ze zgryzot. A mnie o żadnych Dzidkowych zgryzotach nic nie było wiadomo. Przeciwnie, moja przyjaciółka sprawiała ostatnio wrażenie osoby, której wszystko idzie jak z płatka. No może dziś, coś mnie tknęło, gdy Dzidka  rujnując osiągnięcia kolejnej diety – cud, poprawiła  wielką porcję zamówionej wcześniej pizzy 3 sery – dwustu gramową paczką chipsów, pudełkiem delicji szampańskich i czterema ogórkami kiszonymi suto zaprawionymi – uwaga! – majonezem wysokotłuszczowym. Jednak dopiero,  gdy pytanie zawisło w powietrzu, a ona zadawszy je zaczęła wycyckiwać z tubki mleko skondensowane  jak nie przymierzając łakoma sześciolatka – zaniepokoiłam się na dobre.

– Masz złoty charakter.
– To dlaczego nic mi się nie udaje?
– Jak to? Przecież to nieprawda.
– Prawda.
– Ale prawda subiektywna.
– Bo on mnie nie kocha.
– Jezusiczku, kto cię nie kocha?
– Mój Leo.
– Przecież Leo ma żonę. Już o tym rozmawiałyśmy. Myślałam, że temat jest zamknięty na cztery spusty.
– Ale serce nie sługa. Czy wiesz, że ja mu nawet limeryk pierwszy w życiu napisałam. A on co? Nawet się nie uśmiechnął!
– Napisałaś mu limeryk?  Naprawdę?
– Tak – Dzidka się zaktywizowała jak maluch na widok lodów smerfowych . – Ładny mi wyszedł. Mogę ci wyrecytować. Wstała, ukłoniła się do pasa i zadeklamowała:

Był sobie zdun Leokadiusz
Co umiał strzelać jak z katiusz
w dziuń tkliwe serca.
Ot, dziuniożerca!
Ileż to wianków on skradł już?

– Śliczne – klasnęłam w dłonie. – A dlaczego zdun?
– No a co miałam napisać? Senior  account  executive? To by się nie zrymowało.
– Dzideczko, ale wiesz, że to bez przyszłości?
– Wiem, ale czy to oznacza, że mam zły charakter?
– Nie. To oznacza jedynie, że jesteś bezbronna wobec porywów serca.
– Ale on mnie chwycił za rękę przy automacie do kawy ostatnio. I spojrzał mi w oczy, tak, że nogi się pode mną ugięły.
– To oznacza tylko, że i on jest bezbronny wobec porywów tentego. Ale przejdzie mu. Nie daj się w to wciągnąć. Trzymaj dystans. I odstaw kawę póki co.
– Ale ja tak się zastanawiam nad sobą. Ja sobie, wiesz, robię taki rachunek sumienia. Wczoraj jak przeczytałam, że statystyczna młoda żona przybiera po ślubie aż 9,5 kilograma, to sobie zaraz pomyślałam, że może ona już jest gruba i on ją przestanie kochać i będzie mój. Sądzisz, że takie myślenie świadczy o tym, że jednak mam zły charakter?
– Sądzę tylko, że musisz sobie wpisać nowe powitanie w komórce: strzeż mnie Boże, bym nie złamała VI Przykazania, gdy on i ja zostaniemy po godzinach w pustym biurze. Poza tym, gdybyś została jego żoną, to statystycznie też byś przytyła 9,5 kilograma i wzorem poprzedniczki, też byś była na wylocie.
– Ty sobie żarty stroisz, a ja na poważnie. Jestem zdruzgotana.
– Dzideczko, co mogę ci powiedzieć? Zawsze się możesz zwolnić.
– Bardzo śmieszne. Moja skrzynka robocza pełna jest niewysłanych romantycznych wiadomości. Zobacz – na wyświetlaczu pojawiły się figlarne komunikaty  w rodzaju: „Chciałabym z tobą pokoooperować”, „Zapomnieć cię – niemożliwe jak TGV pod Pacyfikiem”,  „Kotku, nie bądź dłużej mym demotywatorem”.
– No cóż, to źle rokuje. Miejmy nadzieję, że on się zwolni, albo jego zwolnią, albo zacznie cię ignorować, albo zacznie się umawiać z twoją szefową, albo przeniosą go do innego działu. Bo na to, że się rozwiedzie i będzie z tobą po wsze czasy, raczej bym nie liczyła.

Dzidka minę miała nietęgą, a ja nie przerywałam kanonady:
– Musisz go skreślić, raz a dobrze. A wiesz co jest po rachunku sumienia? Żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Żałujesz?
– Niespecjalnie. Co najwyżej, że z tej mąki chleba nie będzie, jak mawia mamusia.
– Ale poprawę obiecujesz?
-No obiecuję. – powiedziała, choć bez przekonania, po czym zmieniła temat tak mało zręcznie, że wiedziałam już, iż ciąg dalszy niebawem nastąpi – Może zamówimy chińszczyznę? Miałabym ochotę na sajgonki.

CDN