Zawsze gdy rozpętuje się dyskusja wokół jakiegoś ważnego społecznie problemu – niezależnie czy jest to ubój rytualny, prostytucja, aborcja, in vitro czy cokolwiek innego – myślę o ludziach, dla których ów problem nie jest kolejnym hasłem na sztandarze, ale osobistą klęską. To naprawdę fajna praktyka empatii, poza tym można na nowo ustawić sobie ostrość w lornetce przez którą ogląda się świat…

W piątek pojechałam do Arkadii. Zwykle tam nie jeżdżę, ale akurat coś potrzebowałam załatwić. Korek był na godzinę stania, masakra jakaś – wjechałam w osiedle po drugiej stronie ulicy, zaparkowałam na chodniku i poszłam na piechotę. Po drodze zobaczyłam samochód Mariana. Zaparkował obok tego wysokiego wieżowca, w którym kiedyś mieliśmy kupić mieszkanie dla syna. W końcu nie kupiliśmy, bo trafiła się okazja – Marian poszedł komuś na rękę, ten chcąc się odwdzięczyć, załatwił nam dwie działki w Wilanowie za jakieś śmieszne pieniądze, chyba dwieście tysięcy z tego co pamiętam, dla obojga dzieci. W każdym razie, to był ten blok, luksusowy, z portierem. Zajrzałam przez okno, oczywiście nic nie zobaczyłam przez przyciemnione szyby, w końcu usiadłam na ławce, zasłoniłam twarz gazetą.

W sumie to musiało wyglądać zabawnie jak gapiłam się przez dwie dziurki, które zrobiłam tipsem. Marian lubi gdy mam długie czerwone paznokcie. Miałam jakieś idiotyczne skojarzenie ze szpiegiem z krainy deszczowców. Wyszedł – rozpięty kołnierzyk, nie rozglądał się specjalnie, wsiadł, schyliłam głowę, żeby mnie nie zobaczył. W domu nic nie dałam po sobie poznać. Zapytałam jak mu minął dzień. Powiedział, że siedział do wieczora w firmie – mieli zebranie rady nadzorczej. Ta, akurat, pomyślałam. Obwąchałam jego koszulę, bieliznę. Nic. Na drugi dzień wykonałam kilka telefonów. Znajome poleciły mi biuro przy Czerniakowskiej, dyskretne, ze sprawną obsługą. Potrzebowali numerów telefonów, adresów, paru szczegółów. Koszt osiem tysięcy płatne gotówką. Marianowi powiedziałam, że wzięłam na torebkę od jednej laski, która przywozi taniej z Mediolanu. Taka stylistka z telewizji. Dwa tygodnie spędziłam jak we śnie.

Powiedzieli, że wynajął to mieszkanie dla niej, że jest studentką, nie ma chłopaka i że to jest układ sponsorski. Spotykają się tylko tam. Kupuje jej prezenty i płaci za nią. Przynieśli zdjęcia. Rzeczywiście, bardzo piękna, nie powiem. Poszłam do klubu fitness, w którym co rano ćwiczyła. (Za to też płacił – przynieśli mi biling – roczny abonament platinum.) Była jak z katalogu. Najpierw układała z pół godziny włosy, zanim wyszła na salę, kretynka. Stałam tam i patrzyłam. Po treningu rozebrała się i poszła do sauny. Ciało miała jak z Playboya. Mój mąż nie dalej jak wczoraj ją dotykał.

Płakałam jak dziecko w tej szatni. Cały świat zawalił mi się na głowę. Dopiero co reanimowałam przyjaciółkę. Jej mąż puścił ją dla jakieś biurwy, której słynęła z mistrzowskiej laski. Kawy za to nie umiała zaparzyć. Nie szkodzi, Coffee Heaven miał naprzeciw biura, oral heaven w biurze. Wtedy tak ją pocieszałam, mówiłam weź to śmiechem. Dziś się nie śmieję. Nie powiedziałam mu, że wiem. Przyjaciółce też nie powiedziałam – było mi głupio. Zamknęłam się w sobie, nikomu nie ufam, on rzecz jasna zauważył, myśli, że to menopauza. Menopauza? W moim wieku?

To o co mnie pan pytał? Czy powinni zalegalizować prostytucję? Prawdę mówiąc mam to w dupie.

To jest wpis archiwalny.