Przed końcem roku trzeba zamknąć wszystkie niedokończone sprawy. Żeby następny zacząć z przytupem, lekko i na plusie. Jeśli masz jakieś rzeczy do załatwienia, bierz się za nie póki czas. Weź sobie za punkt honoru, żeby nadrobić zaległości zanim wystrzelą korki od szampana.

– A piszą tam czemu to tak ważne, żeby zacząć z tym przytupem? – Dzidka uniosła głowę znad komputera. Nudziłam się niemiłosiernie czekając, aż pani senior brand manager skończy prezentację w power poincie i zajmie się mną. Przypominałam pięciolatkę, która stoi obok swojej mamy w długiej kolejce na poczcie i jęczy. No wiecie, te wszystkie nudzimisie i inne mamooo, kiedy idziemy? mamoooo, siku!, mamoooo, ile jeszcze? By wzmóc uciążliwość mojej akcji protestacyjnej, postanowiłam poczytać na głos artykuły z bulwarówek, które zostawił był ostatnio Pan Zenek od kaloryferów. Na tapetę wzięłam Krystynę zapłodnioną przez ufoludka oraz Artura G., co to zabił bo, cytuję, śmierdziały mu nogi, by następnie pochylić się nad przypadkiem Reginy oburzonej faktem, że papier toaletowy nazwano jej imieniem. (Tytuł brzmiał: „Nie jestem do de” ). Na deser zostawiłam szalonego Amerykanina, który pobił matkę wędliną. ( Konkretnie Krakowską Suchą.) Myślałam, że Dzidka z miejsca odłoży robotę, bylebym tylko się zamknęła, jednak korporacja wykształciła w niej coś jakby zobojętnienie na irytujące bodźce zewnętrzne – siedziała tam i robiła swoje za nic mając moje popisy lektorskie. Swoją drogą podziwiam, w dzisiejszych czasach to pożądana umiejętność tak się wziąć i wyłączyć.

– Ja się nie wyłączam, ja jestem po prostu emocjonalnie skoordynowana.
– Z czym jeśli można zapytać?
– Z deadlinem.
– Oni tu piszą, że trzeba pozbyć się zaległości, żeby zrobić miejsce na nowe.
– Na nowe zaległości?
– Na nowe. To taka metafora.

Nie, to już nie był tabloid. Mój podstęp, jak widzicie wcale nie zadziałał,  a co gorsza okazał się mieczem obosiecznym – gdy czytałam o kiełbasie, coraz bardziej myślałam o śmierci.  Dłuższe obcowanie z rozrywką niskich lotów, wyzwala we mnie późniejszą konieczność sublimacji  – z miejsca kupuję karnet na przegląd kina offowego i oglądam longiem trzy premiery irańskiego kina eksperymentalnego. Dlatego przy wędlinie odłożyłam gazetę i chwyciłam w geście rozpaczy miesięcznik ekskluzywny – stąd wątek o niedokończonych sprawach.

Dzidka ni stąd ni zowąd poderwała się z obrotowego fotela.

– Wiem, co zrobię! Uporządkuje moje relacje przed końcem roku!  Ostatnio zauważyłam, że targają mną namiętności i żale. Takie jakieś dziwne to wszystko. Zanim wystrzelą korki od szampana, muszę wybaczyć paru osobom.
– Myślałam, że zrobimy coś normalnego, na przykład złożymy zaległe druki DRA w Zus-ie, poparujemy skarpetki albo przestawimy w końcu czas z letniego na zimowy w twoim zegarku.
– Kogo obchodzą skarpetki, gdy duszę żrą harpie?

Zatkało mnie.

– Tak! Przebaczę temu gościowi, który mnie kiedyś obraził na fejsie, choć pewnie wcale o tym nie wiedział. Wejdę na jego tablicę i napiszę mu coś miłego. Poza tym odblokuję wszystkich zablokowanych. I zadzwonię do Moniki z działu wdrożeń, żeby jej powiedzieć, że choć nie miała racji, to jej wybaczam. W końcu w młodości była depeszówą tak jak ja, a to zobowiązuje. I jeszcze pogodzę się z ekspedientką ze spożywczaka – sprzedała mi zgniłe śliwki i przez to nie wypaliła mi randka. ( Nawet nie pytajcie…)

Spodobała mi się ta idea. Coś się kończy, coś zaczyna. Może niech się zacznie na plusie, nie pod kreską – jak myślicie? Warto spróbować – dajcie znać jak Wam poszło, komentarze są Wasze.  Tymczasem – 2014 szczęść ode mnie i od Dzidzi! Albo i więcej. W końcu, kto bogatemu zabroni?