Wychowałam się na Ani z Zielonego Wzgórza. Czytałam też Musierowicz. W domu pełno było książek, a ja musiałam wybrałać akurat te. Ich bohaterki po pewnych perturbacjach, jednak względnie szybko, spotykają swoich królewiczów, całują ich z języczkiem – co samo w sobie jest szczytem perwersji i erotycznym punktem kulminacyjnym fabuły, po czym biorą z nimi ślub. Wszystko jest czyste i niewinne, uczciwe i lekkie. Mają po dwadzieścia lat, rodzą dzieci i żyją długo i szczęśliwie jak u Disneya.

Znacie kogoś, komu to się przytrafiło? Bo ja nie.

To tak jakby pominąć cały wątek znudzenia, zdrady, wątpienia, przyzwyczajenia, obowiązków, nałogów, pochopnych decyzji, daleko idących konsekwencji, samotności we dwoje, zależności i powiązań. Kłopot z wieloma dzisiejszymi relacjami jest jeden: są FY. Zaczynają się od Forever Yours a kończą na Fuck You.

Magda jest piękną kobietą. Utalentowaną, trochę naiwną. W kontaktach z mężczyznami zachowuje się jak żebraczka. Czeka na sygnał, chce kochać, biega to za jednym, to za drugim, choć w zamian nie dostaje nic prócz marnie zrobionej minety. Pytam ją: Madzia, ty jesteś taka laska, jak to możliwe, że poświęcasz tym dupkom więcej niż 20 sekund? Co z tego masz? Ona patrzy na mnie tymi wielkim oczyma i widzę, że za chwilę się rozpłacze. Nie wiem, mówi. To się samo dzieje. Tak mi głupio wobec siebie. Czuję się z tym okropnie. Jakbym siebie nie szanowała.

No nie szanujesz, dziewczyno, prawda. Ależ też nie musisz się tym katować. Szacunek jest jedynie etykietą. Zawsze to sobie tak tłumaczę: zrozumienie przypomina szklankę wypełnianą wodą. Póki się nie przeleje, póty nie zrozumiesz. Z każdą rzeczą w życiu tak jest. Gdy obserwuję absurdalne sytuacje, cholernie złe układy, męczące uzależnienia, wiem, że będą trwać tak długo, aż nie spełnią swojego zadania. Jak byłam mała, mówili mi, że gdzieś tam w niebie są świeczki, całe pola palących się świeczek, i jak któraś gaśnie, czyjeś życie się kończy. Tak samo jest z każdą lekcją. Ona też ma wyznaczony czas i taką świeczkę.

Magda znów go spotkała. Przypadkiem. Był na tym samym szkoleniu. Patrzyła na niego z końca sali. On na nią. Wyszli, wsiedli do windy, jego ręce rozszarpywały sprzączki jedwabnej bluzki. 8 piętro, wpadli do pokoju, oparł ją o drzwi. Łóżko pozostało nietknięte. Wytarł się ręcznikiem, powiedział, że musi iść, bo na dole czekają i że wróci. Czekała, nie wrócił. Nie zadzwonił. To był ten moment, Magda miała 39 lat. Słońce wpadło do pokoju 806. Nic się nie wydarzyło. Siedziała tam i czuła jak jej szklanka wypełnia się i zalewa całe piętro. Nie skakała przez okno. Nic dramatycznego się nie wydarzyło. Po prostu nigdy więcej się z nim nie spotkała.

Nie dostaniesz fajnego faceta, póki sama tego nie zrozumiesz. Musisz przejść przez takich, którzy pozornie cię nie szanują i mają gdzieś. Czemu pozornie? Bo przecież tak się umówiliście! Nie pamiętasz? Jak schodziliście tutaj. Usiedliście razem i on powiedział: słuchaj, przelecę cię w korytarzu i odejdę, po to, żebyś zrozumiała pewne rzeczy, żebyś się nauczyła, dojrzała. Ok? No dobrze – powiedziałaś z ociąganiem. To będzie trudne, będę cierpieć. Ale ok, zgadzam się.

Takiej wersji się trzymaj. Dobre rady, że masz się szanować, pilnować, olać to jedynie życzliwa teoria. Gderanie Twojej matki i przyjaciółek podobnie. To się musi wypełnić w Tobie. To jest jak wtajemniczenie, z tym, że przypomina trochę wakacje last minute – nie zaplanujesz go. Po prostu idź za tym i niczego nie żałuj. Jesteś coraz mądrzejsza. I o to chodzi.

To jest wpis archiwalny.