To jest najczęściej wyszukiwany przez przeglądarki tekst na moim blogu. Wpisujecie hasła: jak zapomnieć o miłości / jak o nim zapomnieć / jak zapomnieć o ukochanym. Nie ma dnia, żeby parę osób nie poszukiwało odpowiedzi na to ważne pytanie. Zatem, Moje Wy Bidule, służę:

Krok pierwszy Utylizujemy prezenty. Nic tak nie potrafi napsuć krwi jak odnaleziony w zakamarkach szafy pamperek, którego on ustrzelił dla ciebie w wesołym miasteczku w ‘94. Och, to było takie romantyczne, księżyc, on patrzył mi w oczy, a potem poszliśmy do jego namiotu… Dlaczeeeeeeeeego mi to zrobił??? Sama rozumiesz – tego właśnie chcę ci oszczędzić. Weź 120 litrowy worek, wypełnij go po brzegi (możesz przy okazji wywalić jego kolekcję kapsli, puszek czy innego badziewia, które zbierał od dziecka, a gdy zadzwoni, powiedzieć, że sorry, ale uprzedzałaś, że ma się wyprowadzić) – resztę pozostaw Miejskim Zakładom Komunalnym.

(Uwaga, można nie utylizować diamentów, futer oraz samochodów, istnieje duża szansa, że ukochany sam upomni się o ich zwrot.)

Krok drugi Nie słuchamy, powtarzam, nie słuchamy wspólnych piosenek. Trwale usuwamy je z playlist i nigdy do nich nie wracamy. Mam koleżankę – rozwódkę, która brała ślub przy „Nothing gonna change my love for you”. Pomijając ironię tytułu, numer ów – klasyk muzyki windowej, może zaatakować zewsząd. Idziesz sobie po Galmoku z nowymi butami w papierowej torbie, pełen chillout, a tu z głośników płynie mrożąca krew w żyłach melodia… Obawiam się, że nie istnieją środki zaradcze. Oczywiście możesz zrezygnować z zakupów, ale przecież chodziło o praktyczne rady, prawda?

(Ponieważ przezorny zawsze ubezpieczony – zawczasu wybierz coś niekomercyjnego. Może to być na przykład pieśń godowa mongolskich pastuchów – szanse, że usłyszysz ją w jakieś windzie drastycznie maleją. Chyba, że wybierasz się do Mongolii.)

Krok trzeci Nie praktykujemy dawnych rytuałów. Wiem, uwielbiasz tę małą restaurację w rynku, podają tam najlepszą carbonarę w mieście – rozumiem, też lubię włoską kuchnię. Jednak będę nalegać. Wracając tam, włazisz w paszczę lwa. Pomijając, że ci się wszystko przypomni i rozmażesz sobie tusz, istnieje duża szansa, że on też tam będzie. I to nie sam. Z nią. A na jej talerzu ujrzysz carbonarę. Widzisz, większość mężczyzn nie ma z takimi rzeczami problemu. Oni już w tydzień po rozstaniu są urządzeni w nowym życiu. Znasz to porzekadło? Małpa nie puści gałęzi, póki nie chwyci następnej. Tylko my leżymy pod daktylowcem i tyłek nas boli po upadku.

Krok czwarty Nie zapuszczamy się. Im bardziej się zapuścisz, tym gorzej się poczujesz, gdy nieumalowana, z odrostami, w klapkach i dresie, który kiedyś owszem, był w twoim rozmiarze, ale 13 centymetrów temu, z 4 lodami magnum i chipsami XXL w reklamówce, spotkasz go przypadkowo na stacji benzynowej. A jak dodatkowo w jego aucie będzie siedzieć chuda blondyna pijąca wodę źródlaną z plastikowej butelki, zaprawdę powiadam ci, niebawem twój dres będzie 3 rozmiary za mały.

Krok piąty Zdjęcia. Nie, nie możesz zachować zdjęć. Wiem, że chcesz mieć pamiątkę spod Wieży Eiffla, ale to tylko głupia wieża! Zrób sobie wycieczkę do Trzeciewca – to w pobliżu Bydgoszczy. Stoi tam maszt, jest tylko 4 metry niższy niż ta Eiffla. Sfotografuj się na jego tle i po krzyku. Każdy problem można jakoś rozwiązać. Wyrzuć te durne zdjęcia.

Krok szósty Blokowanie. Oczywiście, możesz sobie raz po raz oglądać jego fotki z nową laską na portalach społecznościowych – możesz sobie również kupić kajdanki, pejcz oraz włosiennicę. Nie wnikam. Ludzie mają różne upodobania, słońce świeci dla wszystkich, również dla masochistów. Jeśli jednak zarzekasz się, że nie gustujesz w tego typu rozrywkach, zaufaj mi – blokowanie jest wyjściem ewakuacyjnym, póki nie będziesz pewna, że na widok statusu, w którym on napisze, że nawala szczęściem, jedynie się lekko uśmiechniesz. Statystycznie osiągnięcie takiego zen zabiera od 5 lat do 15 wcieleń – więc się 2 razy zastanów, zanim w 2 tygodnie po rozstaniu wejdziesz na jego wall.

Wreszcie krok siódmy. Znów kochamy tak jak wtedy. Ale kogoś, kto jest tego wart.