– Ależ ma pani dekolcik! – Pan Kazio cmoknął.
– Co proszę?
– Dekolcik, mówię. Niezły.
– Wolałabym, żeby zajął się pan rurką.
– Kiedy dekolcik mnie rozprasza. A rurka nie zając.
– Ale woda mi się leje!
– I musi się lać. Praw fizyki pani nie zmienisz.

Dzidka z rezygnacją zalała wrzątkiem herbatę Yunnan, chwyciła w dłoń czajniczek, filiżanki i podreptała do pokoju. Ja podreptałam za nią.
– I jak tu z takim dyskutować? Dobrze, że nie nazwał mnie rurą! Ale o co chodzi z tymi dekoltami, ja cię proszę? Dlaczego moje 75H budzi takie społeczne poruszenie?
– Ty się dziwisz?
– Właśnie się dziwię. Trzeba było jednak kupić tę głupią koszulkę z napisem „Oczy mam wyżej.”
– Oni tak muszą.
– Ten świat jest rodzaju męskiego. MY się mamy zapinać, żeby ICH nie kusiło! Chyba się zapiszę do Ruchu Wyzwolenia Miast i Wsi. Poza tym, jak mam się zapiąć, gdy tyle obfitości w staniku? Kupuję bluzeczkę, która ładnie leży w pasie, ale już w biuście pęka w szwach. Czy to moja wina, że jestem hojnie obdarzona?
– Nie twoja. Mamusia z tatusiem tak cię zmajstrowali.

– No właśnie. A co z prawem do osobistej ekspresji? – Dzidka z rozkoszą oddawała się codziennej porcji egzaltacji. – Od czternastego roku życia łażę zgarbiona jak paragraf, bo się przyjęło, że jak się wyprostuję, to dokonam lubieżnej ekspozycji moich walorów. Czaisz motyw? Jestem dumna z moich cycków. Nie będę ich ukrywać w zwojach barchanów. Niech falują niczym sztandar freedomu. – pojechała. Rumieniec pojawił się na jej twarzy, w oczach miała słońce – pod światło wyglądała trochę jak Joanna d’Arc, tyle że w naprawdę dużym staniku.

– Chyba nie zamierzasz palić biustonoszy? Bo jak tak, na mnie nie licz. Odkąd wrzuciłam tych dziesięć źle dobranych z ciasnymi miseczkami do kontenera PCK i zainwestowałam w nowe, poczułam, że stanik jest moim prawdziwym przyjacielem. I żałuję, że nie wpadłam na to wcześniej. Dawne 85 C to był ustandaryzowany pancerz, który mnie deformował.
– Oj, tam zaraz deformował! Dobre cycki przecież! – nieoczekiwanie odezwał się zza drzwi Kazio – Wszystko jest jak trzeba. Kobieta musi mieć czym oddychać i na czym usiąść. A panie – tu wsadził głowę do pokoju i łypnął okiem robiąc pobieżny rekonesans – no, panie, to mają na czym siedzieć. Bo, że czym oddychać, to wiadomo.
– Panie, idź pan zajmij się rurką! – wrzasnęła Dzidka.

Hydraulik wyszedł na balkon, żeby odebrać telefon.
– Nie, no siedzę pod bananowcem, stary. Na robocie jestem. A u takiej lali. Fajna dupa z ryja.
– Mówię ci, wszystko przez te gwiazdy estrady – one w samej bieliźnie po scenie ganiają. Ciągle coś tam im wypada. Żadnych tabu. – Moja przyjaciółka udawała zdegustowaną puszczając do mnie oko.
– Podsłuchiwał? – zniżyłam głos do szeptu
– Na to wygląda.
– Nic nie podsłuchiwał – odezwał się głos z balkonu. Teraz tak budują, że wszystko słychać. A panie to mi się podobają. Taką żonę to ja mógłbym mieć. Nawet dwie – zachichotał. – Dobrze zarabiam i w ogóle. Dalibyśmy radę. Jakby co, komórkę macie. No, skończyłem. A za pracę – niech stracę, Dzień Kobiet, należy się pińcet.