Pałac sięga chmur. Ola ledwo odrosła od ziemi.

– Mamusiu, musimy tam iść?
Z ociąganiem rusza za trzydziestoletnią kobietą. Idę za nimi. Światła kryształów w holu robią wrażenie na małej. Kupujemy bilety i tłoczymy się przed windą. Kobieta patrzy na mnie i uśmiecha się.
– Lubię pani piosenki.
– Jak miło. Skąd pani jest?
– Z Mińska Mazowieckiego. Córka ma ferie, nie mogłam jej nigdzie posłać, wie pani…
– Ale, to fajna wycieczka przecież. Ile ona ma lat?
– 8. Jest w drugiej klasie.
– Też tu byłam jak miałam tyle lat co ty – zwracam się do dziewczynki – z tatą. Podoba ci się Warszawa?
– Jest taka duża. Ale tak, podoba mi się. Tylko się trochę boję. Żeby, jak będziemy tam – wskazuje na sufit – jakiś samolot w nas nie wleciał.

Bezszelestna podróż 114 metrów w górę. Z pewnością wymienili windy. Wtedy szumiało w uszach. Pamiętam, najpierw bawiliśmy się ruchomymi drzwiami na Dworcu Centralnym. Potem w klekocącej windzie przełykaliśmy ślinę i krzyczeliśmy: uuuu…! Niedawno decyzją Głównego Architekta Miasta, Pałac zamienił się w pomnik. Już nie można bezkarnie odsikać się na jego mury. Będą cię, bracie ciągać po kolegiach albo i wsadzą do aresztu.

Wieje. Rozglądam się za moją przypadkową towarzyszką. Ola przykłada oko do lornetki.
– Mamo, mamo, jakie mróweczki! Ludzie mróweczki! Mamo, mamo, ale małe autko!
Rozmawiamy.
– Wie pani, często tu jestem. To takie rodzinne sanktuarium. W pięćdziesiątym szóstym dziadek stąd wyskoczył. O właśnie tutaj stanął. To była czarna seria: sześciu czy siedmiu samobójców jeden za drugim, potem założyli kraty. W tamtych czasach samobójstwo było faux pas: chcesz się zabić, gdy masz szansę budować socjalizm?
– A czemu wyskoczył?
– Zwariował. Wie pani jak było. Dziwię się, że tylko siedmiu wyskoczyło. Ja bym nie wytrzymała.
– Wytrzymałaby pani. Mamy instynkt przetrwania. To też moje sanktuarium. Byłam tu z nim kiedyś. Wielka miłość.
– I co się stało?
– Nic. Zupełnie nic się nie stało.

Żegnam się z Olą. Japońscy turyści robią zdjęcia. Wskazówki najwyżej położonego zegara wieżowego w Europie leniwie przesuwają się po sześciometrowej tarczy.

To jest wpis archiwalny.