Straszny korek. Długi jak M jak Miłość. Nad nim chmura wypełniona inwektywami. Zła energia z całej dzielnicy zebrała się nad zatłoczoną arterią. Zawisła smętnie 2 metry nad ziemią i raz po raz (prawdopodobnie z nudów) opiera się swym ciężarem o dachy aut – wówczas kierowcy dają upust zniecierpliwieniu, a powietrze przeszywa dźwięk klaksonów. Jakby to kurde mogło pomóc…

Ja wiem, że w tych okolicznościach dogodniej byłoby podróżować balonem albo inną napowietrzną maszyną. Jednak umówmy się, jest to pewna ekstrawagancja.

Swoją drogą, ilu to ludziom puszczają nerwy w korkach i w ogóle za kierownicą? Sympatyczny i dobroduszny skądinąd człowiek, niebieskie łagodne oczy. Oto wsiada za kółko, zapina pasy, przekręca kluczyk w stacyjce i … zamienia się w potwora. Z postury jeszcze całkiem przypomina tamtego miłego pana, w oczach jakby wciąż te same lazury, jednak coś w nim się zmienia, coś w niego wstępuje. Obcy jakiś, nie wiadomo. Facet skacze nerwowo po fotelu, wali dłońmi o deskę rozdzielczą, wiesza wszystkie psy na pani prezydent (jako odpowiedzialnej za stan dróg w gminie), rządzie (jako odpowiedzialnym za ogólny stan czyli brak dobrostanu) oraz uczestnikach Tańca z Gwiazdami (tutaj nawet nie próbuję zgłębić związków przyczynowo – skutkowych. Może chodzi o to, że tam rozdają Porsche, a jak będzie dużo Porsche na ulicach, będą korki…) W każdym razie facet miota się jak goryl we mgle. Produkuje kortyzol, podnosi sobie ciśnienie i toczy pianę z pyska – jego usta naprawdę przeistaczają się w pysk, a błękitne oczy w ciemne demoniczne oczodoły. Najśmieszniejsze jednak, że już za chwilę, gdy tylko wyjedzie z korka, dotrze do domu i wysiądzie z auta na podjeździe przy wypielęgnowanym trawniku, znów będzie przesympatycznym panem, który przeprowadza staruszki przez jezdnię, sponsoruje juniorów ze szkolnej drużyny i słucha Piaska.

Przypomnijcie sobie jak ostatnio gadaliście przez telefon z kimś, kto prowadzi auto. Rozmowa toczy się gładko póki nie zostanie przerwana efektownymi eksklamacjami w rodzaju: nosz co za debil, nie mogę / na kurs ciulu palestyński, gdzie twoje miejsce / dziadku, przesiądź się na drezynę, jaka renta, a także klasycznym: cipo jak jedziesz. Gdzieś spomiędzy tego wyziera nieśmiało wymowne zdumienie, pytanie – mięso, pytanie – puenta: i k t o t y m l u d z i o m d a ł p r a w o j a z d y ?

Robiono badania – podobno 90 % kierowców uważa, że jeździ lepiej od innych. To wiele tłumaczy. W ogóle to ciekawe – nurt spokojnej i rzeczowej rozmowy przerwany nagłą falą ekscytacji, po chwili wraca do dawnego koryta, a osoba po drugiej stronie, kontynuuje poprzedni wątek jakby nigdy nic. Tylko ty czujesz się nieco zdezorientowany, bo nie wiesz czy palant z sąsiedniego auta jeszcze żyje czy został zepchnięty na pobocze i dogorywa w płonącym wraku.

Ogólnie uważam, że w samochodzie należy się relaksować. (Nie polecam uprawiania seksu w czasie jazdy. Kiedyś kumpela oddała się namiętności. Zanurkowała pod fotel, wszystko fajnie, nagle partnera przeszywa nagły skurcz mięśnia czworogłowego, odruchowo traci panowanie nad kierownicą i omal nie kończą na drzewie. Nie chcielibyście tego przeżyć. Tym bardziej, że rzeczonych mijał akurat autobus pełen przedszkolaków… ) Zatem wdech, wydech, kwiat lotosu. Podziwiamy krajobrazy. Słuchamy muzyki (można ZZ TOP), rozmiękczamy skórki paznokci (nie żartuję, w korku – jak znalazł), rozmawiamy przez telefon (z terapeutą i UWAGA przez zestaw słuchawkowy), uczymy się hiszpańskiego (podobno robią teraz świetne audiobooki), medytujemy (nie zamykając oczu). Jemy jajko na twardo i kanapkę. (Co bardziej zręczni mogą próbować zjeść jajko z majonezem. Śpiewamy. (Jeśli akurat jesteśmy panią piosenkarką.) Modlimy się. (Jeśli akurat jesteśmy rabinem.) Poprawiamy make up (klasyka). Używania nici dentystycznych nie polecam – bardzo źle to wygląda z okien samochodu stojącego na sąsiednim pasie. Można ewentualnie usuwać zbędne owłosienie z twarzy za pomocą pincety. (Wiadomo, że pinceta to jest narzędzie, które zawsze mamy przy sobie.) Przeliczamy spalanie na 100 na gazie i na benzynie. Machamy do przystojniaka z auta obok i wymieniamy się numerami telefonów. Wymyślamy temat na świetny felieton.

To jest wpis archiwalny.