– Wiesz czego zazdroszczę facetom? Tego, że są kompletnie pozbawieni  kompleksów. – Dzidka zaczęła z grubej rury.
Wczorajsza randka nie należała do udanych. Koło północy dostałam emotka przedstawiającego opuszczony kciuk i już wiedziałam, że następnego dnia nie będziemy słodko szczebiotać lecz raczej kwilić.
– No, jakieś tam na pewno mają. – odrzekłam dyplomatycznie.
– Jaaaasne.

Moja przyjaciółka była posępna jak listopadowy poranek.

– To na nas spoczywa obowiązek podtrzymywania ognia namiętności, to my się musimy starać. Oni mogą nie robić nic. Co najwyżej zapłacić za sushi.
– Dzidka ja rozumiem, że twój związek z Ludwikiem nieco cię rozczarował, ale nie przesadzaj. Wiesz jak nie znoszę uogólnień.
– Nie uogólniam. Oni mogą mieć wielki bebech, a my musimy mieć płaski brzuszek. Oni mogą żłopać piwko i bekać, a nam nie wolno nawet nosa z łazienki wystawić w maseczce błotnej. Oni mogą warczeć, a my zawsze musimy być słodkie jak żelki. – Dzidka wyliczała jednym tchem  – Albo weźmy prosty przykład. Zobacz jak przeciętny facet siada w metrze. Rozwali się, rozłoży nogi, no czy on się w ogóle zastanawia, że zagarnia dla siebie nieproporcjonalnie dużo przestrzeni? – zawiesiła głos, by podnieść dramaturgię swego wywodu –  A ja muszę, proszę ciebie, wstrzymać oddech, złożyć nózie i udawać, że mi to nie przeszkadza.  Czasami mam ochotę palnąć ich w ucho, a te ich rozkraczone kończyny złożyć jak cyrkiel.
– O rany! Było aż tak źle?
– Właściwie to nie było źle, ale mi się Ludwik przypomniał.

Ludwik jest wciąż obecny w życiu Dzidki.  Przewija się na drugim planie  niczym szpieg  z krainy deszczowców. Złośliwie nie daje o sobie zapomnieć i skutecznie odstrasza  potencjalnych kandydatów do ręki byłej narzeczonej.

– To może mieć coś wspólnego z fizjologią, złociutka. Że oni tak siadają.
– A ja tak bardzo chce się zakochać –  złożyła usta w podkówkę, chlipnęła i rozpoczęła przekopywanie pokaźnej torby w poszukiwaniu chusteczki. Trzeba Wam wiedzieć, że chusteczka to dla Dzidki ten rodzaj atrybutu, co pończochy z podwiązkami  (tak czytałam) dla Katarzyny Pakosińskiej. Dzidka ma 12 chusteczek, które nabyła w pasmanterii, opatrzyła haftowanymi inicjałami i które własnoręcznie pierze, prasuje, a następnie składa w równe kwadraty. Po prostu hrabina Dzidka choćby zasmarkana,  nie skorzysta z podsuwanej jej pod nos najbardziej luksusowej chusteczki higienicznej świata, lecz sięgnie po swoją – podejrzewam, że to jakiś fetysz.

– Zobacz, zamawiają na randce kebab z cebulą. Czy widziałaś babkę, która zamawia kebab z cebulą mając w perspektywie namiętny pocałunek?
– No nie. Cebula i Chanel to nie marchewka i groszek – nie łączą się w parę.
– A widzisz!
– Dzidka czy wyście wczoraj poszli na kebab?
– Nie, skąd! Po prostu mi się Ludwik przypomniał.
– Dzidka, musisz go zresetować. Naprawdę.
– Albo ostatnio w pociągu – Dzidka wpadła  w klasyczny trans, który się zwykł objawiać łamigłówką skojarzeń – jechałam z takim kolesiem, mocno nieświeżym. I wiesz co mi powiedział, jak chciałam otworzyć okno?
– Pojęcia nie mam.
– Że ze smrodu jeszcze nikt nie umarł, a z zimna już parę osób.

Roześmiałam się. Jakby nie patrzeć, całkiem trafna uwaga.
– Dzidka znam całe tabuny boskich facetów, którzy nie jedzą kebabów (a jeżeli nawet, to potem używają nici dentystycznych), pachną, a do tego są mądrzy i poukładani.
– Ludwik taki byyyyyył…
– Dzidka, nie maż się. Jaki Ludwik? Nie znam człowieka. Ludwika to my możemy sobie kupić w sklepie z antykami. A innym mówimy nasze stanowcze adieu. Powtórz!
– Mówimy stanowcze adieeeeeeeu.
– Poza tym Ludwik taki nie był. Ludwik to było złuooo. Powtórz!
– Złuooo.
– Musisz się wziąć w garść. Nie możesz być jak ten włamywacz, o którym ostatnio słyszałam. Gość zaplanował skok na bank, z tym że nie do końca opanował topografię budynku, pomylił kierunki, przebił się do drogerii, a gdy wymacał w ciemności wc pickery i zorientował się, że jest gdzieś całkiem indziej niż planował, joł wyrąbywać kolejną dziurę w ścianie, z tym że i tym razem nie trafił do sejfu, a do mieszkania jakiegoś emeryta. I wiesz co zrobił ten idiota? Zabrał biedakowi wszystkie zaskórniaki, całe sto złotych, po czym dał się złapać na  gorącym uczynku policjantom, którzy nadjechali zaalarmowani wyciem sygnału anty napadowego w drogerii. I ty tak właśnie na oślep działasz. Idziesz bez mapy, bez kompasu. Pozwalasz by cię prowadziła przeszłość – hojną ręką udzielałam Dzidce duchowej strawy.
– Ja nie chcę na oślep!
– Musisz zaufać mapie swego serca. – brnęłam w to dalej.
– Ok, masz rację.  Czuję w sobie taką siłę.
– No, grzeczna dziewczynka. Widzę, że wracasz na ziemię. Tak trzymaj. W nagrodę kupię ci torcik bezowy.
– Ale Ludwik najbardziej lubił beeeeeeeezowy.

Cienie naszych byłych.