Lubię lotniska. Taki tu gwar i tylu radosnych ludzi. Jakby to przygotowanie do podróży było jakąś metaforą szczęścia.

Jestem na Schiphol w Amsterdamie. Krótko przed odlotem. Biorę latte i duży sok pomarańczowy. Siadam w kawiarni obok pięknej kobiety w ciemnych okularach – na stoliku Polityka, więc Polka. Nie ma słońca – okulary mają coś maskować. Po chwili widzę – babka płacze.

– Czy mogę pani jakoś pomóc?
– Chyba nie.
– Proszę. – Podsuwam jej swój sok. – Słońce, radość, witaminy. Niech pani pije. Zaraz się pani poczuje lepiej.
– Chyba nie.
– Cokolwiek się stało, miało tak być.
– Ale ja go kocham. Ja go tak strasznie kocham. – Robi mi się smutno. Podaję jej chusteczkę.
– A on?
– On też, ale nie może. Nie może ze mną być. Co ja mam robić?
– Nic. Niech pani to zostawi. Tak jak jest. Tak sobie myślę, wie pani, jak patrzę na swoje życie, że przecież jak inaczej można człowieka odciągnąć od tego horyzontalnego patrzenia na wszystko jak nie przez cierpienie?
– Ale ja nie chcę cierpieć.
– A to mnie wcale nie dziwi. – Mrugam do niej – Tylko, widzi pani, jak człowiek zbyt mocno pokocha swoją karierę, mężczyznę, zdolności, dom z ogródkiem, to żeby go od tego odciągnąć, żeby pokazać co jest naprawdę ważne, anioły mu to zabierają. Na tym polega równowaga.
– Ładna mi równowaga.
– Trzeba patrzeć z wyższej spirali, wtedy jest łatwiej.  Nie wiadomo co będzie. Nic nic nie wiemy o przyszłości. Czy kiedykolwiek cokolwiek zdarzyło się w pani życiu zgodnie ze scenariuszem jaki sobie pani w głowie ułożyła?

Kobieta myśli dłuższą chwilę.
– No rzeczywiście nie. Zawsze inaczej, prawie nigdy tak, jak myślałam. Nawet jak jego spotkałam, byłam pewna, że to się inaczej potoczy. I jak zostałam dyrektorką w jednej firmie, to też w zupełnie innych okolicznościach niż się spodziewałam.
– No widzi pani. Ja mam tak samo. Inni ludzie też tak mają. To bardzo ciekawe. Niech pani nie forsuje przyszłości. Przyszłość sama się o siebie zatroszczy.
– Jestem katoliczką. Matka mnie uczyła, żeby się modlić, ale ja modlić się nie umiem.
– Niech się pani zatem modli, żeby się pani umiała modlić. Uszy do góry. Proszę pić sok. Chyba otworzyli moje bramki. Muszę iść. – Uśmiecham się najpiękniej jak potrafię – Proszę pamiętać: wszystko jest dobrze w całym stworzeniu.
– Nie wiem czy dobrze. Ja pani oddam za ten sok.
– Nie trzeba, na zdrowie.

Siedzę w samolocie i patrzę na chmury. W Warszawie przy bagażach spotkam lot z Krakowa. W łazience śliczna młoda dziewczyna będzie myć zęby przy dworcowej umywalce, a ja spojrzę na nią i od razu będę wiedzieć, że właśnie wróciła z weekendu ze swoim sponsorem. Taka śliczna dziewczyna.

Skąd będę wiedzieć? Po prostu – patrzę i wiem. Byłam kiedyś wiedźmą. O tym właśnie jest piosenka Effortless, którą pragnę się dziś z Tobą podzielić. To taka senna, rycerska opowieść w sam raz na koniec płyty, nie do końca oddaje klimat całości, ale stanowi dobrą puentę.

To jest wpis archiwalny.